A więc po wizycie w Policji
kominy |TotoMix |Dr Nona

„A więc po wizycie w Policji Głównej mecenas z restauracji „Polonia" zadzwonił do majora Łasiborskiego. Interesowała go sprawa wywiezienia chorej Wachickiej wojskowym autem do Batowic. Być może, major, a zwłaszcza pani Jagusia coś o tym słyszeli i pamiętali. Nie przypuszczał, że w ten przypadkowy sposób trafi na złotodajną żyłę informacji.
Łasiborski był w służbowej absencji, bodajże na jakimś poligonie, telefon odebrała była klientka mecenasa. Pani Jagusia, być może, znów opacznie zrozumiała telefoniczne intencje mecenasa, bo z miejsca znacząco szepnęła do słuchawki — Ach, to wreszcie pan! Wiedziałam, wiedziałam, że pan kiedyś zatelefonuje... — Podziękowawszy, Grossenberg zapytał, czy nie zechciałaby wraz z mężem zjeść z nim śniadania, bo wszak jest im winien kolację. Jednakże poligon był poligonem i w restauracji majorowa zjawić się mogła tylko samotnie, przy czym zdawało się że na tę samotność nie narzeka. Przywitała się z mecenasem, poruszywszy krągłą brwią i szepcząc — Nic się pan nie zmienił!
Miała jasne loczki i tym razem coś w rodzaju stosowanego kapelusza torreadora na główce, którą przechylała to w prawo, to w lewo, jakby pozując do fotografii. Jej obcisła bluzeczka przypominała barwny bukiet kwiatów, których kuszące łodygi kryły się w wąskiej spódnicy niczym w błękitnej wazie, też bardzo kuszącej. Zanim usiadła jednak, rezolutnie podciągnęła tę spódnicę z tyłu do góry. Oparła podbródek na splecionych dłoniach, wciąż jak przed aparatem prowincjonalnego fotografa.“(3)



działki |alveo |darmowe gry dla dzieci